Wakacje z psem - Litwa cz. 1

W tym roku urlop został przez nas tak zaplanowany abyśmy mogli zabrać ze sobą Nerę, nie chcieliśmy jej zostawiać w żadnym hotelu, więc wiadomo było, że jedzie z nami. Draka pojechała na dwa tygodnie do babci na wieś 😀. Dzięki poleceniom innych psich-podróżników wiedziałam, że chcę jechać do Estonii. Taki też plan realizowaliśmy, nie zamierzaliśmy się w ogóle spieszyć ani nic z góry nie zakładać. Kompletny chill. Nie jest to zgodne z moim charakterem, ale się bardzo starałam 😋

Pojechaliśmy jedynie z zarysem trasy, naszym Berlingo, z planem spanie pod namiotem. Sprzęt kempingowy mieliśmy właściwie skompletowany, ze względu na coroczne wyjazdy na Polandrock. Z podstawowego wyposażenia trzeba wymienić: namiot Decathlon Arpenaz 4, maty samopompujące i śpiwory. Na maty kładliśmy gruby (nieśmiertelny) koc w słońca i księżyce (chyba każdy taki miał!) i dzięki temu nie było problemu z tym żeby Nera uszkodziła nam maty. Dla niej wzięliśmy legowisko, ale i tak pchała się (jak w domu) do nas do przytulania się. Jest nauczona siedzieć/spać w kennelu i to robiła w trasie, ale jako że w domu śpi z nami na wyjeździe tego nie zmieniliśmy. Po 3 nocach sama się pchała do namiotu jak już chciała dać nam do zrozumienia, że czas iść spać. Z dodatkowych rzeczy, które, poza kuchenką na kartusze (zeszły nam niecałe dwa), to stolik do siedzenia na ziemi również z Deca, bardzo nam się sprawdził, 

Pierwszą rzeczą jaką musieliśmy załatwić był paszport dla Nery, nie wiem czy wiecie, ale ostatnio nastąpiła zmiana i teraz jak wyrabia się paszport to pies musi być jeszcze raz zaszczepiony na wściekliznę i dopiero wtedy lekarz może nam zrobić wpis. Na szczęście wszystkie kraje, które mieliśmy w planie minimum są członkami EU więc tylko wścieklizna była nam potrzebna. Ze względu na większe wymagania wjazdowe nie pojechaliśmy z psem do Finlandii, ale co tam, Estonia nam dała co najlepsze. Nera jechała z nami na pace samochodu w klatce, którą specjalnie dla niej zbudował Tomek, tak by psu było wygodnie, była bezpieczna a jednocześnie najbardziej optymalnie można było wykorzystać bagażnik na co dzień. Ze względu na dojazdy na treningi klatka jest ciągle w aucie, a na wyjazd musieliśmy jeszcze wymontować siedzenia żeby zmieściły się nasze graty - np. wielka siata z fantami Nery, frisbee, szelkami itd. 

Zapakowany bagażnik, gotowy do drogi. 

Pierwsze nasz etap to była droga z Pruszcza do Dzukijskiego Parku Narodowego. Zostaliśmy tam na bezpłatnym kampingu (Puvočiai, https://goo.gl/maps/cAqHpxoEv6mqy6hi7), z wygód to była dość czysta toaleta typu "dziura w ziemi", generalnie z nich korzystaliśmy przez większość wyjazdu 😅, ale była również bardzo ładna czysta rzeka w której można było się umyć, także generalnie na plus. Pierwsza noc Nery była lepsza niż myśleliśmy bo tylko dwa razy nas obudziła szczekaniem, a tuż koło nas rozbili się studenci i imprezowali do rana. Nikt nie robił nam problemu ze względu na psa, jedyny mały problem się zrobił jak zaczęłam trenować z Nerą frisbee a obok panowie zaczęli sobie również frisbee rzucać, pies trochę zgłupiał, ale na STOP się zatrzymała i wróciła. Dumna byłam z niej bardzo. 

Sam Park Narodowy to ścieżki spacerowe, ładne drzewa, dobre miejsce na wycieczki rowerowe. Dla nas niespecjalnie było co tam robić, więc zrobiliśmy sobie spacer po lesie (psu się podobało), a potem ruszyliśmy w dalsza trasę - do Wilna. 

Dunkijski Park Narodowy
Nasz dom na pierwszą połowę lipca 2023

Droga do Wilna była bezproblemowa, a kamping, który wybraliśmy był w środku miasta. Nazywanie tego kampingiem to lekkie nadużycie semantyczne, bo jest to bardziej trawnik przed hostelem, gdzie za 32 euro za dwie osoby w namiocie plus pies można się rozbić na noc. Cena nie uwzględnia parkingu, auto musi zostać na parkingu miejskim. Myśmy przyjechali w niedzielę kiedy był darmowy, ale rano trzeba było zadbać o to żeby go opłacić. Polecam aplikację UniParking, można nią płacić za parkingi w Wilnie i w Kownie (to sprawdziłam, pewnie w większej ilości miejsc na Litwie). Kamping nazywa się Downtown Forest Hostel & Camping (https://goo.gl/maps/3a4XVCz5HYMS9w3Q9) i znajduje się bardzo blisko starego miasta co nam bardzo odpowiadało. W cenie 32 euro (można płacić kartą) jest miejsce na namiot, prysznic, WC oraz rano kawa/herbata. Gdyby nie to, że było tam bardzo tłoczno to bajka. Nera trochę się przez ten ścisk, ciągle rozmowy i przechodzących ludzi denerwowała. Myślę, że na drugi raz spróbowałabym jednak zarezerwować pokój, bo taki we współdzieloną łazienką kosztowałby na 10 euro więcej tylko. 

Nasza trójka w Wilnie (selfie z maliniakiem są zawsze inne)

Samo Wilno bardzo nam się podobało, zwłaszcza to, że jest takie zielone i jest tyle parków, co dla nas było bardzo ważne ze względu na psa. Nie było problemu żeby wejść do kawiarni i restauracji z Nerą, ogólnie Litwini bardzo pozytywnie są nastawieni do psów, także nie mieliśmy żadnych problemów. Oczywiście do wielu interesujących miejsc takich jak kościoły czy muzea nie mogliśmy wejść, ale nam to tak na prawdę nie przeszkadzało. Wystarczająco dużo człowiek kościołów oglądał już chyba w życiu. 
Nera znalazła braci - pomnik gończych polskich

Z Wilna pojechaliśmy do skansenu w Rumszyszkach (https://goo.gl/maps/arnn12wUUxPnT1VA6) jedno z miejsc wybranych przeze mnie na trasie do zobaczenia na 100%. Skansen jest bardzo rozległy, domy, obejścia, są od siebie dość oddalone, można również podejść nad jezioro, więc tak na prawdę to wyjście na praktycznie cały dzień. Spędziliśmy tam 4h a właściwie cały czas chodziliśmy, sam skansen nie zrobił na nas aż takiego wrażenia, może dlatego, że nie raz byliśmy już w Skansenie we Wdzydzach Kiszewskich na Kaszubach (też psiolubne miejsce). Wszyscy przewodnicy w skansenie byli bardzo mili i bardzo im się Nera podobała. 
Rumszyszki nam się wszystkim bardzo podobały

Z Rumszyszek pojechaliśmy do Kowna, ładne, spokojne miasto i znowu duża ilość zieleni! Polecamy, poszliśmy na spacer po mieście i kawę. To już był kolejny dzień Nery w drodze i przede wszystkim w mieście. Od samego początku ją zabieraliśmy do Gdańska na spacery, ale nie ukrywajmy było to maksymalnie raz w tygodniu, a na tym wyjeździe praktycznie codziennie spotykała tłumy nowych ludzi. Muszę powiedzieć, że byliśmy z niej bardzo dumny, bardzo dużo się nauczyła jeżeli chodzi o interakcje psio-ludzkie, jak i również chodzenia na miejskiej smyczy. Byliśmy zachwyceni. 

Ledwo się mieścimy na zdjęciu.

Nasz kolejny nocleg był znowu na darmowym polu namiotowym, Samylai (https://goo.gl/maps/2hLrbxPQKUH8PWw9A) tym razem niestety toaleta była zamknięta, więc musieliśmy sobie radzić z saperką 😏, na szczęście w koło jest las. Samo pole jest usytułowane na brzegu jeziora Kowieńskiego. Jedyne co było dużym minusem tego miejsca to jest coś co okazało się na miejscu - nie można wchodzić do wody, ze względu na zagrożenie biologiczne. Także zostaliśmy z mokrymi chusteczkami w ramach prysznica i napawaliśmy się pięknym widokiem. Plusem zdecydowanie było to, że tylko myśmy tam nocowali więc bez problemu mogliśmy zrobić z Nerą pełen trening plus frisbee i aporty. W ramach bycia dobrym misiem dostała jelenią nogę, trochę przerażający widok!
Widok wynagradzał brak dostępu do wody i toalety. Paprykarz musi być obowiązkowo!

Jak rozpoznać szczęśliwą malinę? Leży na pleckach z czyjąś nogą w zębach!

Kolejny trzeci dzień to była dla nas głównie trasa do Rygi, a o Łotwie i co się działo później w kolejnych postach. Na Litwę również wrócimy, bo nie da się z Estonii wrócić w tej chwili inaczej niż tak. Pewnie w innych okolicznościach jechalibyśmy przez Białoruś, ale w dzisiejszych czasach niestety nie nie jest to możliwe. Białoruś nadal pozostaje krajem graniczącym z Polską w którym nie byłam 😞

Z ważnych informacji na temat codziennego funkcjonowania na Litwie, to ceny są takie mniej więcej jak w Polsce (paliwo, ropa, trochę tańsze), wszędzie właściwie można płacić kartą, więc wystarczy dobra karta wielowalutowa (ja mam z Alior Banku) bądź karta, którą ja używam czyli Mastercard Around the World, która nie ma opłat za przewalutowanie. Gotówkę na wyjeździe (na Litwie, Łotwie i w Estonii) wydawaliśmy tylko na opłaty za niektóre pola namiotowe, oraz żeby zapłacić magikowi ze spawarką za naprawę auta - ale o tym później 😁.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wakacje z psem - Estonia cz. 3

Wakacje z psem - powrót do domu Estonia --> Łotwa --> Litwa --> Polska cz. 5