Wakacje z psem - powrót do domu Estonia --> Łotwa --> Litwa --> Polska cz. 5

 Wszystko dobre co się dobrze kończy i po zwiedzaniu Tartu uznaliśmy, że wracamy w stronę Polski. Pojechaliśmy więc na Łotwę, żeby nie robić jakieś długiej trasy a jednocześnie zatrzymać się w ładnym miejscu postanowiliśmy znowu pojechać na kemping nad rzekę. Rzeka malutka, ale sympatyczna - Ewikszta. Kemping nazywał się Upmalas (https://goo.gl/maps/FjVFctdELBM84Fy78) zapłaciliśmy za niego 15 euro i dostępna była sucha toaleta (najbardziej luksusowa dotąd, był nawet odśnieżacz powietrza w sprayu!) oraz prąd. Wykąpać poszłam się do rzeki, całkiem przyjemnie, na polu jest pomost. Jeżeli wybieracie się tam z uprzedzeniem to można wynająć domek w dobrej cenie, ale dla nas nie było niestety wolnego 😒. W okolicy piękne lasy, tereny spacerowe i tak jak wszędzie gdzie byliśmy w okolicy rzek - super miejsce na wypad kajakowy. Dojazd do kempingu jest drogą gruntową z kamieniami i trochę nas zaniepokoił odgłos jaki wydawało nadwozie więc wieczorem Tomek wszedł po Berlingo i okazało się, że TŁUMIK NAM SIĘ ZŁAMAŁ 😱. Oczywiście problem co teraz zrobić, jesteśmy na odludzi, aby dojechać do mechanika do Jēkabpils to minimum 25min jazdy w normalny tempie. Na szczęście Tomek to człowiek wielu talentów i wielu rzeczy w skrzynce na narzędzia. W związku z tym przy pomocy dwóch objem metalowych i klucza płaskiego zabezpieczył tłumik prostując go żebyśmy na drugi dzień dojechali do mechanika. Sama operacja nie była prosta, bo oczywiście kanału nie było, więc Tomek wjechał jednym kołem na górkę na parkingu i w ten sposób się wczołgał pod samochód, dobrze, że mieliśmy czołówkę.  

Tomkowy "patent" na złamany tłumik

Na drugi dzień zebraliśmy się migiem, żeby już o 8 być w Jēkabpils (https://goo.gl/maps/XtzKGdTUCes1D1MdA) kiedy mieli otwierać mechanika (jest ich tam całkiem sporo). Niestety do 9.30 wszystkie zakłady były zamknięte, jakby jakieś święto było. Przez telefon żadne z nas nie dogadało by się z mechanikami więc jeździliśmy (ze złamanym tłumikiem) w poszukiwaniu pomocy. W ten sposób trafiliśmy do garaży oznaczonych na mapsach jako mechanik, tam znaleźliśmy tylko pana grzebiącego przy aucie w garażu. Postanowiliśmy, przy pomocy google translate, zapytać czy może nie zna kogoś kto by nam pomógł bo wszystkie warsztaty zamknięte. I wiecie co się okazało? Facet nie dość, że był mechanikiem to jeszcze specjalizował się w tłumikach! Głupi to ma jednak szczęście. Zabrałam więc Nerę na spacer a Tomek z Panem Majstrem zabrali się za naprawę. Muszę tu przyznać, że samo Jekabpils jest dość ciekawe, mają pałac z parkiem i znajduje się nad Dźwiną, wzdłuż której jest ładny trakt spacerowy z tablicami informacyjnymi m.in. po angielsku. Jednym słowem nie nudziłam się 😏 a po dwóch godzinach ruszyliśmy, ze zespawanym tłumikiem, w dalszą drogę. 
Berlingo naprawiane przez Pana Majstra w Jēkabpils



Postanowiliśmy pojechać już blisko naszej granicy, pod Mariampol. Bardzo ładny kamping (https://goo.gl/maps/S2nN4uhr17d7UY4AA), szczególnie polecamy jak jedziecie z dziećmi, zapłaciliśmy 20 euro. Chociaż nie koniecznie jak się rozbijacie koło nas 😏. Akurat koło nas była cała ekipa 5 przyczep anglików z malutkim, pieskiem, który chciał Nerę zjeść, piesek był z małą dziewczynką która pieskowi rzucała piłkę w stronę Nery. Po pół godzinie na szczęście ktoś się zainteresował, a potem jak pies na nas się rzucał to po angielsku potrafiłam mu odpowiedzieć co o tym myślę. Sam kemping, czysty, kuchnia, pralnia i prysznice w cenie. Znajduje się nad rzeką, więc można się wykąpać. Na terenie bardzo duży plac zabaw, dzieciaki biegają swobodnie. Fajna sprawa.

Nera poddała się w kwestii małego czarnego kundelka 


W drogę powrotną wybraliśmy się rano z myślą, że może gdzieś po drodze się zatrzymamy na nocleg. Okazało się, że zjechaliśmy po 8h do domu więc obyło się bez kolejnego rozstawiania namiotu. Trasę nam mapsy wyznaczyły ciekawą, więc zatrzymaliśmy się na kawę w Suwałkach (polecam The White Bear Cafe https://goo.gl/maps/3d6WRDsmz1XLZaWu8). 


Obowiązkowe selfie z Marszałkiem

Dalsza droga minęła przez Dolinę Rozpudy, gdzie po drodze były: BUNKRY! Bakałarzewo to mała miejscowość nad Rozpudą, ale warto się tam zatrzymać na chwilę. Tomek bardzo zadowolony był, ja zostałam z psem na zewnątrz, potem poszliśmy wykąpać psa w jeziorze. Fajny pit stopik. 


Bakałarzewo podobało się z Tomkowi i Nerze


Wróciliśmy do domu szczęśliwie, zrobiliśmy na tym wyjeździe ponad 3500km, Nera była cudowna, obyło się bez dramatów. Ogólnie udany wyjazd, szczerze polecamy ten kierunek.

Po powrocie do domu za to Tomek kupił sobie nową zabawkę, więc pewnie czeka nas wiele nowych przygód już niedługo! Stay tuned!

Tomek i jego nowy projekt... 












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wakacje z psem - Litwa cz. 1

Wakacje z psem - Estonia cz. 3