Estonia była naszym krajem docelowym więc tutaj zostaliśmy najdłużej. Z wybrzeża pojechaliśmy do Tallina, gdzie zrobiliśmy sobie spacer po mieście. Tallin jest już dość dużym miastem w porównaniu z Wilnem lub Rygą (1/3 Estończyków tam mieszka!). W związku tym cierpi na jedną z bolączek dużych miast - problem z parkowaniem. Tallin jest podzielony na cztery strefy płatnego parkowania w których postój do 15 minut jest bezpłatny, poza tym ceny wahają się między 1 a 6 euro za godzinę. Płacić można za pomocą aplikacji mobilnej PARGI.EE lub w parkomacie, ale uwaga tam tylko gotówką 😟 szczegóły https://www.tallinn.ee/en/parking. Dlatego też zainstalowaliśmy sobie aplikację i znaleźliśmy miejsce w strefie City Center gdzie za godzinę płaciliśmy 1,5 euro (co ciekawe na znakach i w aplikacji podana jest cena za minutę 😅). Sam Tallin nam się dosyć podobał, zwłaszcza, że akurat organizowane były Dni Średniowiecza, więc było na co popatrzeć.
Tomek z Nerą w Tallinie, w tle budki festiwalu.
Z Tallina zaplanowaliśmy dojazd znowu nad morze, do Parku Narodowego Lahemaa. Wyjazd z miasta zajął nam dość długo - korki, ale koło godziny 18 dojechaliśmy do Parku. Z apki RMK wybraliśmy sobie kamping nie nad samym morzem, ale w lesie na jeziorem. Włączyliśmy Google Maps i w drogę. Jechaliśmy drogami, potem mniejszymi dróżkami a na koniec gruntem przez las. Niestety po drodze natrafiliśmy na szlaban, ale pomyśleliśmy sobie to nic, za rogiem było kolejne pole. Pojechaliśmy za znakami mijając podejrzane żółte tyczki. Na tyle podejrzane, że postanowiliśmy jednak zawrócić. Zatrzymaliśmy koło małego kempingu, na dwa namioty może przy którym była tablica informacyjna. Okazało się, że tyczki oznaczały strefę zabronioną ze względu na manewry wojska. Uznaliśmy, że może jednak zmienimy scenerię i ruszyliśmy dalej nad morze.
Koło 20 dojechaliśmy na kamping RMK Tsitre (https://goo.gl/maps/v7rMPrgzjrDNhfvJA) i to był strzał w dziesiątkę. Kamping jak kamping, ale a) tuż przy plaży, może nie tak jak Lemme, ale bardzo blisko, a jak nie chcecie mieć auta przy namiocie to można właściwie NA PLAŻY się rozbić; b) czysta duża sucha toaleta c) pompa ze słodką wodą niedaleko (chociaż to na dwoje babka wróżyła jak się okazało). Dodatkowo oczywiście atutem było to, że kemping był darmowy 😏.
W toalecie nawet lustro było (akurat ktoś na grupie Pod Namiotem pytał się jak poradzić sobie z tym na kampingu, ja nie potrzebowałam akurat bo soczewki wkładam i zdejmuję bez)
Plaża jak to wszystkie estońskie plaże jakie widzieliśmy, piękna, dzika. Tam też widzieliśmy najpiękniejszy zachód słońca w życiu. Dla jego jednego warto było przyjechać do Estonii, swoją drogą akurat byłam w namiocie kiedy zachód się zbliżał i tylko usłyszałam krzyk Tomka: Olaaa Olaaaaa choć zobacz!! (w życiu bym nie przypuszczała, że akurat jego może tak zachód zachwycić). Muszę Wam powiedzieć, że niestety zdjęcia nie oddają tego jak to wyglądało na żywo! Zachód słońca nad Zatoką Fińską
Tak jak pisałam koło pola była pompa, jakieś 5min drogi na piechotę, więc oczywiście Ola wymyśliła, że musimy się umyć i napełnić prysznic solarny. Tak też zrobiliśmy, niestety nie przewidzieliśmy jednego - chmar komarów! Pomimo wypryskania się prawie nas zjadły żywcem, ale umycie głowy po 3 dniach chyba jednak było tego warte. 40 ugryzień na jednej stopie, ale mnie gryzą te mendy nawet jak nikogo innego nie ruszają. Ale w sumie śmiesznie było 😆
Nera nie pomagała w pompowaniu wody
Pole nam się tak spodobało, że zostaliśmy tam na dwa dni. Zwiedzaliśmy okoliczne lasy, poszliśmy nad jezioro. Tomek ścigał się z Nerą o poziomki. Totalny luz i totalny chill, idealne wakacje.
Tomek i Nera w poszukiwaniu poziomek na poboczu drogi (przez 30min minął nas jeden samochód)
Napotykaliśmy różne zwierzęta leśne (Nera wyluzowana) oraz gospodarskie owce i krowy. Krowy to chyba kryptonit Nery bo wyglądała jakby miała krzyczeć: mame ratuj!
Nera i krowy 😈
Po całym dniu w marszu Nera koło 22 już postanowiła, że idziemy spać i poszła do namiotu. I oczywiście jej legowisko nie jest miejscem docelowym do spania.
Trzeba spać pańci za głową
Z Parku Narodowego Lahemaa pojechaliśmy zobaczyć niedaleki wodospad Jägala, Niagara to to nie jest, ale warto zobaczyć bo jest całkiem ładny. Żółta woda może odrzucać, ale jest to efekt gliniastego łoża rzeki.
Grynie nad wodospadem Jägala
Dalsza nasza trasa obejmowała Park Narodowy Soomaa, założyliśmy jednak z góry, że tam nie nocujemy. Soomaa to bagna, bagna znaczy komary, a myśmy mieli ich trochę dość. Na szczęście Estonia jest dość mała, więc w okolicy znaleźliśmy ładny kamping Kirivanna (https://goo.gl/maps/3iUxEcvU8AqjyEor7) tym razem płatny, ale tylko 20 euro za wszystko, i prysznice z gorącą wodą. Warto było! 😁
Sam PN Soomaa jest bardzo ładny, ale zgodnie z poleceniem z przewodnika trzeba tam przyjechać jeszcze raz na wiosnę jak woda będzie wysoko. Latem piękne lasy, bagna lekko wyschnięte (susza) oraz cudowne łąki, które utrzymują w bardzo dobrym stanie.
Park Narodowy Soomaa
Po wycieczce, na której nas znowu zmoczyła ulewa (pisałam już, że codziennie lało?) pojechaliśmy na kemping, który z całego serca polecam. Bezproblemowy, czysty, i ładny widok na jezioro Võrtsjärve, a dodatkowo do Tartu było tylko 30min autem. Samo jezioro jest duże, ale woda była idealna do pływania, niestety były dość duże fale więc ciężko było pływać, ale i tak super. (rano już nie wiało, ale zgadnijcie co? LAŁO 😂).
Dalej pojechaliśmy do Tartu, najbardziej studenckiego miasta w Estonii (1/4 mieszkańców to studenci), więc w lipcu tłumów nie było, przeszliśmy się po starym mieście, zjedliśmy naleśniki i pojechaliśmy dalej w stronę Łotwy. Ogólnie ładne miasto warto je odwiedzić jeżeli będziecie w okolicy, a że w Estonii wszystko jest mniej lub bardziej w okolicy to polecamy. Aaa i załapaliśmy się w Tartu na Jarmark, zupelnie taki sam jak u nas Dominikański, nawet obieraczki do warzyw takie same 😉
Komentarze
Prześlij komentarz